Dołącz do czytelników
Brak wyników

Kontrowersje w naturoterapii

18 sierpnia 2020

NR 20 (Sierpień 2020)

Kontrowersyjne suplementy z gruczołów – NDT i ekstrakt z nadnerczy

31

W poszukiwaniu metody na poprawę naszego zdrowia oddajemy się w bardzo dalekie podróże, potrafimy przejść przez syberyjskie wertepy, aby wspomagać pracę naszego układu nerwowego różeńcem, schisandrą czy żeń-szeniem syberyjskim. Oddajemy się terapiom z Dalekiego Wschodu, gdzie zastosowanie małych igiełek może stać się remedium na nasze problemy. Szukamy rozwiązania, które poprawi nasze zdrowie nawet o 1%, szczególnie jeżeli medycyna akademicka nie przynosi oczekiwanych rezultatów, a wielu specjalistów rozkłada ręce. 

Wtedy bierzemy sprawy w nasze ręce, odpalamy wyszukiwarki internetowe i sprawdzamy pod każdym internetowym kamieniem, czy jest jeszcze jakaś szansa. W przypadku takich zaburzeń, jak niedoczynność tarczycy czy zaburzenia pracy układu nerwowego z naciskiem na pracę nadnerczy, bardzo często pojawia się pytanie o naturalne ekstrakty z gruczołów – świńskiej tarczycy czy ekstrakt z kory nadnerczy bydlęcej. Jedna z popularnych teorii Wschodu mówi o tym, że jeżeli chcemy naprawić to, co w naszym ciele nie funkcjonuje, to powinniśmy kłaść na talerze te części ciała, które pragniemy naprawić – z tego powodu podroby, takie jak serce, wątróbka czy nerki, w dietetyce funkcjonalnej są bardzo pożądane. Nurt ten jest wykorzystywany zarówno przez specjalistów medycyny funkcjonalnej, jak i wielu producentów suplementów, którzy w swojej bogatej ofercie proponują tkanki tarczycy, nerek, trzustki, czy wspomniane wcześniej ekstrakty ze świńskiej tarczycy, czy kory nadnerczy – zatem pojawia się pytanie, czy takie produkty mają sens, czy to wężowy olej, który napycha kieszenie producentów? 

POLECAMY

Ekstrakt z kory nadnerczy


Wiek XXI nie jest łaskawy dla naszego układu nerwowego, mieszanka pośpiechu, stresu zawodowego, stresu rodzinnego oraz złej diety i braku ruchu to często droga do zatracenia – kiedy zaczynamy każdego poranka po wstaniu, wchodzimy w tryb zombie, kawę zalewamy trzema red bullami, a w nocy nadrabiamy zaległości serialowe i filmowe, bo przecież nie może nas nic ominąć. Wtedy doprowadzamy nasz układ nerwowy do upadku, a to czy się z niego podniesiemy, zależy od tego, jak zadbamy o nasze nadnercza. W idealnym świecie odcięlibyśmy się od stresorów i idąc w myśl starego porzekadła – wyjechali w Bieszczady i zajęli się hodowlą jedwabników. Jednak biorąc pod uwagę, że nasz świat często jest daleki od ideału, to musimy nauczyć się odpowiednio bronić i tutaj z pomocą (podobno) przychodzi nam ekstrakt z bydlęcej kory nadnerczy. 

Czym w ogóle są nadnercza? 


W szybkim skrócie to organ odpowiedzialny za wydzielanie kortyzolu (ma parę innych funkcji, ale tym razem interesuje nas właśnie ta), czyli hormonu, który stymuluje nasz układ walcz/uciekaj oraz odpowiednio reguluje pracę układu odpornościowego. Przez zbyt duże nadużycie łaskawości naszego centralnego układu nerwowego może dojść do zaburzenia pracy nadnerczy lub ich wyczerpania. Fraza wyczerpanie bardzo często używana jest przez medycynę niekonwencjonalną, jednak jej mit został obalony w wielu badaniach – to, co jednak się potwierdza, to fakt, że w przypadku bardzo mocnego zużycia układu nerwowego, zapotrzebowanie na komponenty niezbędne do wytworzenia kortyzolu czy katecholamin, jak dopamina czy noradrenalina, drastycznie wzrasta, dlatego w wypadku okresów stresowych warto wspomagać się odpowiednią suplementacją – jak witamina B5, witamina C, adaptogeny (różeniec, żeń-szeń, ashwagandha), witamina B6 (koenzym w produkcji dopaminy czy noradrenaliny), witamina E, przy zaznaczeniu, że styl życia i dieta to bezwzględny priorytet!

Gdzie zatem jest miejsce dla ekstraktu z kory nadnerczy? 


Sama historia zastosowania takiego preparatu sięga końcówki XIX wieku, kiedy sir William Olser zastosował pierwszy taki preparat u osoby z chorobą Addisona (czyli chorobą, w której nadnercza faktycznie są wyczerpane – pierwotna niedoczynność kory nadnerczy), następnie w trakcie epidemii grypy w latach 1918–1919 wykazano, że stosowanie ekstraktów z kory nadnerczy wpływało na zmniejszenie objawów oraz śmiertelności z powodu grypy (autorzy badań z 1919 roku wykazali, że w 103 na 126 autopsji, które wykonano, nadnercza były znacznie powiększone). Sama produkcja i używanie preparatów z kory nadnerczy trwały do lat 50. XX wieku, kiedy wynaleziono syntetyczne pochodne kortyzolu. 

Jaka jest różnica między pochodnymi kortyzolu a ekstraktem z nadnerczy? 

 

  1. W przypadku stosowania pochodnych dochodzi do zmniejszenia lub zawieszenia pracy nadnerczy na czas stosowania leków. W tym wypadku mózg wyczuwa obecność kortyzolu, hamując tym samym wytwarzanie ACTH, przez co hamuje również pracę nadnerczy – tutaj mamy sytuację, w której nasz system przestawia się z pracy na gazie, na jazdę na benzynie, bo jest jej więcej. 
  2. W przypadku stosowania ekstraktów z nadnerczy dostarczamy składników odżywczych wspierających pracę nadnerczy oraz ich odbudowę, dzięki czemu przyczyniają się do stymulowania wytwarzania hormonów nadnerczy – to jak dostarczanie węgla do elektrowni, aby ta nadal mogła pracować na wysokich obrotach. 

Dużym problemem jest jednak brak badań z późniejszych lat. Niestety na ten moment nie znajdziemy wiarygodnych informacji, czy potwierdzonej skuteczności tego preparatu – czy to dlatego, że pochodne kortyzolu dają duże lepsze i szybsze efekty, jednak nadal maskując źródło problemu? 
W tym wypadku ekstrakty z nadnerczy niosą raczej małe ryzyko stosowania, więc można pokusić się o użycie tego suplementu jako wsparcia w trakcie trudów codziennego życia – jednak zażywanie tego suplementu bezwzględnie wymaga zmiany stylu życia. W takim razie, czy stosowanie świńskiej tarczycy jest równie bezpieczne? Tutaj trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi – jednak coraz więcej wyników badań sugeruje, że pacjenci wolą być leczeni tą metodą.

Zacznijmy od początku 


Ekstrakt ze świńskiej tarczycy, podobnie jak z kory nadnerczy, zastosowany został po raz pierwszy we wczesnych latach 90. XIX wieku. Naturalne preparaty tarczycy, głównie DTE, były standardowym leczeniem niedoczynności tarczycy do połowy lat 70. XX wieku. Najwcześniejsze formy naturalnej tarczycy pochodziły z gruczołów tarczowych krów, ale na początku XX wieku firma Armor Mear weszła na arenę leków tarczycy, sprzedając własną wysuszoną tarczycę od świń, znaną jako Thyroid Armour, zmieniając zasady gry, ponieważ obecnie wszystkie środki z suszoną tarczycą pochodzą ze świni. Na początku lat 50. XX wieku, kiedy pojawiła się lewotyroksyna (T4), lekarze mieli obawy przed stosowaniem tego środka, ponieważ nie zawierał on trójjodotyroniny, czyli T3, oraz początkowe koszty takiego preparatu były dosyć wysokie. W 1970 roku naukowcy odkryli, że T4 przekształca się w T3, co zmniejszyło poprzednie obawy, że lewotyroksyna jako samodzielna terapia może prowadzić do niedoboru T3. Ponadto w 1971 roku opracowano specjalny test laboratoryjny, sprawdzający poziom hormonu stymulującego tarczycę (TSH), który umożliwił lekarzom lepsze monitorowanie działania hormonalnych leków zastępczych. Świadomość konwersji T4 na T3 i pojawienie się testu TSH wpłynęły na wykształcenie obecnie złotego standardu medycznego, jakim jest stosowanie preparatów z T4 – uznawanych powszechnie jako bezpieczniejsze oraz stabilniejsze – niestety również wykazujących mniejszą skuteczność w leczeniu objawów niedoczynności, ponieważ wiele z nich wynika z niskiego poziomu T3, który uzyskiwany jest w procesie koordynowanym przez dejodynazy. Proces ten wymaga wielu kofaktorów (jak selen czy cynk), ale również zależy od pracy takich narządów, jak jelita czy wątroba – które niestety w XXI wieku potrafią być bardzo obciążane. Od początku lat 90. XX wieku odnotowano powrót zainteresowania preparatami DTE – które mogą stanowić remedium dla osób, które nie czują poprawy w przypadku stosowania złotych standardów endokrynologii. 

Dlaczego lewotyroksyna stała się złotym standardem? 


Dzieje się tak, ponieważ lek z T4 jest łatwy do podania, dobrze wchłania się po podaniu doustnym, a jego długi okres półtrwania pozwala na stosowanie tylko raz dziennie przy bardzo stabilnych poziomach w surowicy. Wykazano również, że ulega on konwersji do T3 w organizmie, co zmniejsza potrzebę dodawania LT3, który nie ma aż tak stabilnego profilu farmakologicznego. Wykazano również, że większość krążącego T3 pochodzi z obwodowej konwersji T4 do T3, a nie z wydzielania T3 z tarczycy. Przeprowadzono również kilka badań, których wyniki wykazały, że w monoterapii LT4 poziomy T3 w surowicy są znacznie niższe dla tego samego TSH u pacjentów w eutyreozie, chociaż kliniczne znaczenie tego faktu nie jest znane. W innym badaniu stwierdzono, że normalizacja poziomów TSH w surowicy, T3 i T4 w surowicy lub poziomów T3 w tkankach zwierząt laboratoryjnych nie była możliwa dzięki monoterapii T4. 

DTE kontra monoterapia (T4)  lub terapia sprzężona (novothyral) 


Przeprowadzono co najmniej 13 randomizowanych badań kontrolowanych (RCT), porównujących skuteczność leczenia skojarzonego LT4/LT3 z monoterapią LT4 w celu zastąpienia hormonó...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Naturoterapia w praktyce" w roku + wydania specjalne
  • Nielimitowany dostęp do całego archiwum czasopisma
  • Dodatkowe artykuły i filmy
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy