Dołącz do czytelników
Brak wyników

Naturoterapia dzieci

18 grudnia 2017

DODATEK NR (Wrzesień 2017)

Stan emocjonalny rodzica a zdrowie dziecka

0 68

Jedną z chorób cywilizacyjnych jest bezpłodność. Szacuje się, że dotyka ona nawet co piątą lub szóstą parę osób starających się o dziecko. Jeśli zaś już uda się zajść w ciążę, szanse,  że maluch urodzi się w pełni zdrowy, są niewielkie. Czy na ten stan rzeczy mogą mieć wpływ kwestie karmy, reinkarnacji i relacji międzyludzkich?

Z artykułu dowiesz się:

  • Jak relacje między kobietą a mężczyzną wpływają na zdrowie dziecka?
  • W jaki sposób cele życiowe kobiety regulują jej płodność?
  • Czy karma człowieka jest przyczyną chorób potomków?

Na temat zdrowia dziecka napisano już niejedną pracę badawczą. Koncepcji i teorii jest wiele. Naukowcy, specjaliści i praktycy zaproponowali niezliczoną ilość rad rodzicom w kontekście ich zdrowego trybu życia, predestynującego do narodzin zdrowego dziecka. Również literatura skierowana do matek, ojców i dziadków w zakresie wychowywania dziecka jest przebogata. Wynaleziono mnóstwo nowych sprzętów medycznych i leków. Medycyna naturalna z kolei zaproponowała równie pokaźną liczbę suplementów, ziół, probiotyków, ćwiczeń itd.

Jednocześnie obserwujemy pewien cywilizacyjny zmierzch. Mamy do czynienia z coraz częstszą bezpłodnością. Jak podają różne źródła, w XXI wieku dotyczy ona co piątego lub szóstego małżeństwa na świecie i występuje np. w USA u 13–14% związków, we Francji u 18,4%, w Wielkiej Brytanii u 16,8%, a w Polsce – u ok. 14%. Najwyższy odsetek spotyka się w krajach afrykańskich i Ameryki Południowej. Obecnie oblicza się, że ok. 1,3 miliona polskich par ma problemy z płodnością. W tym 35% przyczyn niepłodności leży po stronie kobiety, a kolejne 35% po stronie mężczyzny (niektórzy podają, że 26% do 45%). Pozostałe ok. 25% dotyczy obojga małżonków, a 5% stanowią przyczyny nieznane. Mało tego, dziś właściwie rzadkością jest nowo narodzone zdrowe dziecko. Maluchy przychodzą na świat ze spięciami, alergiami, nietolerancją pokarmową, wadami psychicznymi, cielesnymi i Bóg wie, jakimi jeszcze problemami. Mam dwie kuzynki – pielęgniarki na oddziałach dziecięcych (jedna z nich jest położną). Dziewczyny są przerażone liczbą problemów zdrowotnych, które na co dzień widują w szpitalach. Mało tego – brakuje tam rąk do pracy, przez co często pomoc okazywana dzieciom ma zakres minimalny. Zatem nauka od wielu lat szuka metod, które rozwiążą nasze problemy zdrowotne, lecz w praktyce wciąż pozostajemy daleko od znalezienia wyjścia z tej patowej sytuacji. Dziwi jednak, że w dobie niesłychanego rozwoju technologii, smartfonów, coraz lepszych sprzętów medycznych, audiowizualnych i innych nowinek, które nie śniły się naszym dziadkom, wciąż nie potrafimy poradzić sobie z nasilającymi się chorobami fizycznymi czy psychicznymi naszych dzieci. Obserwujemy boom chorób cywilizacyjnych, niebezpiecznie nabierających wysokich obrotów. Z tego wynika, że wciąż leczymy skutek, a nie przyczynę. Sytuacja wymaga od człowieka aktualizacji, reinterpretacji dotychczasowej wiedzy. Należy szukać nowych rozwiązań, a także zmieniać perspektywę, światopogląd, a co za tym idzie – samego siebie. Potrzebujemy sięgnąć do źródła problemu, do momentu jego narodzin, który najczęściej zauważamy w fazie ostatecznej – chorobie ciała.

W poszukiwaniu rozwiązań

Może warto tutaj zacząć od metody znanej od tysięcy lat – „od ogółu do szczegółu?”. Poszukać inspiracji u twórców naszej kultury, przedstawicieli religii i filozofii, którzy w poznawaniu świata zaczynali niejako od tabula rasa, zadając trzy podstawowe pytania o istnienie: „Kim jesteśmy?”, „Skąd pochodzimy?” i „Dokąd zmierzamy?”. Ponadto starożytni mędrcy, a także wschodni myśliciele podejmowali próby spojrzenia na problem z kilku perspektyw (tzw. sposób outside the box), jak na pudełko zapałek – z góry, z dołu, od prawej i od lewej, czyli całościowo. Zaskakująco takie holistyczne spojrzenie na problem staje się modne nie tylko w kontekście aktualnych badań w humanistyce czy naukach społecznych i ścisłych, lecz również w holistycznym leczeniu człowieka. Medycyna konwencjonalna coraz chętniej sięga po wiedzę z zakresu psychologii, szuka przyczyn chorób w genach w kontekście problemów nie tylko fizycznych, lecz także mentalnych. Wskazuje też na wpływ stresu lub okoliczności społecznych czy ekologicznych uwarunkowań na zdrowie człowieka. Jednak wydaje mi się, że warto pójść jeszcze dalej i sięgnąć po wiedzę nie tylko ścisłą i społeczną, ale także pozazmysłową, która od dawna już jest dostępna w postaci świętych ksiąg (np. Biblii), lecz nie zawsze wiemy, jak z niej korzystać. Tak więc bazując na metodzie łączenia dróg nauki (wiedzy analitycznej) oraz religii (wiedzy duchowej), a także korzystając z badań przeprowadzonych przez Sergiusza Łazariewa (badacza duchowego życia człowieka i jego wpływu na zdrowie i los), chciałabym wskazać, jakie dziś mają możliwości rodzice w rozwiązywaniu problemów swoich dzieci.

Obecnie oblicza się, że ok. 1,3 miliona polskich par ma problemy z płodnością. W tym 35% przyczyn niepłodności leży po stronie kobiety, a kolejne 35% po stronie mężczyzny.

A zatem – kim jest człowiek dla dzisiejszej nauki? To rodzaj ssaków naczelnych, Homo sapiens – człowiek myślący. Tak więc dla nauki człowiek jest ciałem i tym, co myśli. Nauka mówi o prawie przyciągania ziemskiego, o planetach czy kosmosie, stawiając człowieka niejako w centrum tego wszechświata. Religie i poszczególne systemy filozoficzne z kolei wskazują na istnienie jeszcze jednego konstruktu istoty ludzkiej – duszy. W światopoglądzie chrześcijańskim jawi się ona jako wartość nadrzędna nad ciałem i duchem ludzkim (nie mylić z Duchem – jednym z oblicz Trójcy Świętej). I właśnie owa dusza, jak mniemają myśliciele Dalekiego Wschodu, zawiera iskrę bożą, którą posiada każda żywa istota we wszechświecie. Wszystkie te iskry stanowią jednię zwaną Absolutem. Idąc tym tokiem myślenia, Łazariew w swoich badaniach udowadnia, że dusze ludzkie są powiązane między sobą na poziomie informacyjnym. Także teozofia i antropozofia – czerpiące wiedzę z hinduizmu – oraz inne nauki duchowe mówią o tym, iż istota ludzka nie ogranicza się tylko ciałem fizycznym, lecz posiada jeszcze ciało eteryczne, astralne, mentalne, karmiczne itp. Te wszystkie ciała mają strukturę nie materialną, lecz informacyjną i łączą się w sposób symbiotyczny. Jeżeli o naukę chodzi, to m.in. fizyka kwantowa, zoologia czy botanika również potwierdzają działanie informacyjnej interakcji między istotami żywymi (na przykładzie komunikacji roślin, pszczół, kruków czy małp). Pomimo pytania „Kim jest człowiek?”, warto zastanowić się także nad problemem naszego punktu wyjścia i kierunku, w jakim zmierzamy. Nauka wykorzystuje tutaj m.in. teorię Darwina i raz po raz proponuje nowe hipotezy przyszłych zdarzeń. Wiedza duchowa z kolei szuka źródła narodzin ludzkości w światach pozazmysłowych, wyższej woli oraz w sferach metafizycznych upatruje celu istnienia. Przeważającą wizją jest koncepcja zjednoczenia wszystkich dusz w Bogu. W związku z tym, poruszając problem emocji rodzica i zdrowia dzieci, spróbujemy spojrzeć w niniejszym tekście na człowieka dialektycznie, łącząc logikę nauki i wiedzy duchowej.

Od teorii ku praktyce. Myślenie dialektyczne

Od narodzin dziecka poczynając (lub często znacznie wcześniej) rodzice w sposób naturalny pragną ustrzec swego potomka przed wszelkimi chorobami czy problemami innej maści. Jednocześnie nie zwracają uwagi na charakter dziecka, jego stosunek do ludzi i świata, zapominając o tym, iż właśnie tutaj mogą się kryć źródła przyszłych chorób i kłopotów. Zapominają też o tym, że dzieci są ich kontynuacją i dziedziczą od nich nie tylko geny, lecz także cechy charakteru. Ponadto, przebywając z rodzicami, młode istoty nasiąkają jak gąbka pochodzącą od nich informacją (bo któż jest nam bliższy niż nasi rodzice?), stając się nierzadko ich „irytującym lustrzanym odbiciem”.

Jak mówi Łazariew, sytuacja jest zawsze mądrzejsza od nas. Należy ją zaakceptować w sobie w środku, że jest, ale jednocześnie nie przestawać pracować nad zmianą tego, co nam nie odpowiada. Akceptuj, odpuszczaj i zmieniaj. Myśl dialektycznie.

Jako nauczyciel w szkole podstawowej i gimnazjum odkryłam dla siebie pewien oczywisty fakt, że dzieci i młodzież gimnazjalna na lekcjach reagowały przede wszystkim na mój stan emocjonalny (wewnętrzny), a nie na prośby czy polecenia, które do nich kierowałam (na zewnątrz). Gdy nie potrafiłam zapanować nad swoimi emocjami, nie byłam też w stanie zapanować nad klasą. W momencie, kiedy przestałam pragnąć kontrolować sytuację, złościć się na uczniów (bo nie poddawali się mojemu kontrolowaniu), widzieć przed sobą niesforną grupę dzikusów, odnaleźliśmy wspólny język. Gdy zaczęłam...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Naturoterapia w praktyce" w roku + wydania specjalne
  • Nielimitowany dostęp do całego archiwum czasopisma
  • Dodatkowe artykuły i filmy
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy