Dołącz do czytelników
Brak wyników

Naturoterapia dzieci

18 grudnia 2017

DODATEK NR (Wrzesień 2017)

Stan emocjonalny rodzica a zdrowie dziecka

0 294

Jedną z chorób cywilizacyjnych jest bezpłodność. Szacuje się, że dotyka ona nawet co piątą lub szóstą parę osób starających się o dziecko. Jeśli zaś już uda się zajść w ciążę, szanse,  że maluch urodzi się w pełni zdrowy, są niewielkie. Czy na ten stan rzeczy mogą mieć wpływ kwestie karmy, reinkarnacji i relacji międzyludzkich?

Z artykułu dowiesz się:

  • Jak relacje między kobietą a mężczyzną wpływają na zdrowie dziecka?
  • W jaki sposób cele życiowe kobiety regulują jej płodność?
  • Czy karma człowieka jest przyczyną chorób potomków?

Na temat zdrowia dziecka napisano już niejedną pracę badawczą. Koncepcji i teorii jest wiele. Naukowcy, specjaliści i praktycy zaproponowali niezliczoną ilość rad rodzicom w kontekście ich zdrowego trybu życia, predestynującego do narodzin zdrowego dziecka. Również literatura skierowana do matek, ojców i dziadków w zakresie wychowywania dziecka jest przebogata. Wynaleziono mnóstwo nowych sprzętów medycznych i leków. Medycyna naturalna z kolei zaproponowała równie pokaźną liczbę suplementów, ziół, probiotyków, ćwiczeń itd.

Jednocześnie obserwujemy pewien cywilizacyjny zmierzch. Mamy do czynienia z coraz częstszą bezpłodnością. Jak podają różne źródła, w XXI wieku dotyczy ona co piątego lub szóstego małżeństwa na świecie i występuje np. w USA u 13–14% związków, we Francji u 18,4%, w Wielkiej Brytanii u 16,8%, a w Polsce – u ok. 14%. Najwyższy odsetek spotyka się w krajach afrykańskich i Ameryki Południowej. Obecnie oblicza się, że ok. 1,3 miliona polskich par ma problemy z płodnością. W tym 35% przyczyn niepłodności leży po stronie kobiety, a kolejne 35% po stronie mężczyzny (niektórzy podają, że 26% do 45%). Pozostałe ok. 25% dotyczy obojga małżonków, a 5% stanowią przyczyny nieznane. Mało tego, dziś właściwie rzadkością jest nowo narodzone zdrowe dziecko. Maluchy przychodzą na świat ze spięciami, alergiami, nietolerancją pokarmową, wadami psychicznymi, cielesnymi i Bóg wie, jakimi jeszcze problemami. Mam dwie kuzynki – pielęgniarki na oddziałach dziecięcych (jedna z nich jest położną). Dziewczyny są przerażone liczbą problemów zdrowotnych, które na co dzień widują w szpitalach. Mało tego – brakuje tam rąk do pracy, przez co często pomoc okazywana dzieciom ma zakres minimalny. Zatem nauka od wielu lat szuka metod, które rozwiążą nasze problemy zdrowotne, lecz w praktyce wciąż pozostajemy daleko od znalezienia wyjścia z tej patowej sytuacji. Dziwi jednak, że w dobie niesłychanego rozwoju technologii, smartfonów, coraz lepszych sprzętów medycznych, audiowizualnych i innych nowinek, które nie śniły się naszym dziadkom, wciąż nie potrafimy poradzić sobie z nasilającymi się chorobami fizycznymi czy psychicznymi naszych dzieci. Obserwujemy boom chorób cywilizacyjnych, niebezpiecznie nabierających wysokich obrotów. Z tego wynika, że wciąż leczymy skutek, a nie przyczynę. Sytuacja wymaga od człowieka aktualizacji, reinterpretacji dotychczasowej wiedzy. Należy szukać nowych rozwiązań, a także zmieniać perspektywę, światopogląd, a co za tym idzie – samego siebie. Potrzebujemy sięgnąć do źródła problemu, do momentu jego narodzin, który najczęściej zauważamy w fazie ostatecznej – chorobie ciała.

W poszukiwaniu rozwiązań

Może warto tutaj zacząć od metody znanej od tysięcy lat – „od ogółu do szczegółu?”. Poszukać inspiracji u twórców naszej kultury, przedstawicieli religii i filozofii, którzy w poznawaniu świata zaczynali niejako od tabula rasa, zadając trzy podstawowe pytania o istnienie: „Kim jesteśmy?”, „Skąd pochodzimy?” i „Dokąd zmierzamy?”. Ponadto starożytni mędrcy, a także wschodni myśliciele podejmowali próby spojrzenia na problem z kilku perspektyw (tzw. sposób outside the box), jak na pudełko zapałek – z góry, z dołu, od prawej i od lewej, czyli całościowo. Zaskakująco takie holistyczne spojrzenie na problem staje się modne nie tylko w kontekście aktualnych badań w humanistyce czy naukach społecznych i ścisłych, lecz również w holistycznym leczeniu człowieka. Medycyna konwencjonalna coraz chętniej sięga po wiedzę z zakresu psychologii, szuka przyczyn chorób w genach w kontekście problemów nie tylko fizycznych, lecz także mentalnych. Wskazuje też na wpływ stresu lub okoliczności społecznych czy ekologicznych uwarunkowań na zdrowie człowieka. Jednak wydaje mi się, że warto pójść jeszcze dalej i sięgnąć po wiedzę nie tylko ścisłą i społeczną, ale także pozazmysłową, która od dawna już jest dostępna w postaci świętych ksiąg (np. Biblii), lecz nie zawsze wiemy, jak z niej korzystać. Tak więc bazując na metodzie łączenia dróg nauki (wiedzy analitycznej) oraz religii (wiedzy duchowej), a także korzystając z badań przeprowadzonych przez Sergiusza Łazariewa (badacza duchowego życia człowieka i jego wpływu na zdrowie i los), chciałabym wskazać, jakie dziś mają możliwości rodzice w rozwiązywaniu problemów swoich dzieci.

Obecnie oblicza się, że ok. 1,3 miliona polskich par ma problemy z płodnością. W tym 35% przyczyn niepłodności leży po stronie kobiety, a kolejne 35% po stronie mężczyzny.

A zatem – kim jest człowiek dla dzisiejszej nauki? To rodzaj ssaków naczelnych, Homo sapiens – człowiek myślący. Tak więc dla nauki człowiek jest ciałem i tym, co myśli. Nauka mówi o prawie przyciągania ziemskiego, o planetach czy kosmosie, stawiając człowieka niejako w centrum tego wszechświata. Religie i poszczególne systemy filozoficzne z kolei wskazują na istnienie jeszcze jednego konstruktu istoty ludzkiej – duszy. W światopoglądzie chrześcijańskim jawi się ona jako wartość nadrzędna nad ciałem i duchem ludzkim (nie mylić z Duchem – jednym z oblicz Trójcy Świętej). I właśnie owa dusza, jak mniemają myśliciele Dalekiego Wschodu, zawiera iskrę bożą, którą posiada każda żywa istota we wszechświecie. Wszystkie te iskry stanowią jednię zwaną Absolutem. Idąc tym tokiem myślenia, Łazariew w swoich badaniach udowadnia, że dusze ludzkie są powiązane między sobą na poziomie informacyjnym. Także teozofia i antropozofia – czerpiące wiedzę z hinduizmu – oraz inne nauki duchowe mówią o tym, iż istota ludzka nie ogranicza się tylko ciałem fizycznym, lecz posiada jeszcze ciało eteryczne, astralne, mentalne, karmiczne itp. Te wszystkie ciała mają strukturę nie materialną, lecz informacyjną i łączą się w sposób symbiotyczny. Jeżeli o naukę chodzi, to m.in. fizyka kwantowa, zoologia czy botanika również potwierdzają działanie informacyjnej interakcji między istotami żywymi (na przykładzie komunikacji roślin, pszczół, kruków czy małp). Pomimo pytania „Kim jest człowiek?”, warto zastanowić się także nad problemem naszego punktu wyjścia i kierunku, w jakim zmierzamy. Nauka wykorzystuje tutaj m.in. teorię Darwina i raz po raz proponuje nowe hipotezy przyszłych zdarzeń. Wiedza duchowa z kolei szuka źródła narodzin ludzkości w światach pozazmysłowych, wyższej woli oraz w sferach metafizycznych upatruje celu istnienia. Przeważającą wizją jest koncepcja zjednoczenia wszystkich dusz w Bogu. W związku z tym, poruszając problem emocji rodzica i zdrowia dzieci, spróbujemy spojrzeć w niniejszym tekście na człowieka dialektycznie, łącząc logikę nauki i wiedzy duchowej.

Od teorii ku praktyce. Myślenie dialektyczne

Od narodzin dziecka poczynając (lub często znacznie wcześniej) rodzice w sposób naturalny pragną ustrzec swego potomka przed wszelkimi chorobami czy problemami innej maści. Jednocześnie nie zwracają uwagi na charakter dziecka, jego stosunek do ludzi i świata, zapominając o tym, iż właśnie tutaj mogą się kryć źródła przyszłych chorób i kłopotów. Zapominają też o tym, że dzieci są ich kontynuacją i dziedziczą od nich nie tylko geny, lecz także cechy charakteru. Ponadto, przebywając z rodzicami, młode istoty nasiąkają jak gąbka pochodzącą od nich informacją (bo któż jest nam bliższy niż nasi rodzice?), stając się nierzadko ich „irytującym lustrzanym odbiciem”.

Jak mówi Łazariew, sytuacja jest zawsze mądrzejsza od nas. Należy ją zaakceptować w sobie w środku, że jest, ale jednocześnie nie przestawać pracować nad zmianą tego, co nam nie odpowiada. Akceptuj, odpuszczaj i zmieniaj. Myśl dialektycznie.

Jako nauczyciel w szkole podstawowej i gimnazjum odkryłam dla siebie pewien oczywisty fakt, że dzieci i młodzież gimnazjalna na lekcjach reagowały przede wszystkim na mój stan emocjonalny (wewnętrzny), a nie na prośby czy polecenia, które do nich kierowałam (na zewnątrz). Gdy nie potrafiłam zapanować nad swoimi emocjami, nie byłam też w stanie zapanować nad klasą. W momencie, kiedy przestałam pragnąć kontrolować sytuację, złościć się na uczniów (bo nie poddawali się mojemu kontrolowaniu), widzieć przed sobą niesforną grupę dzikusów, odnaleźliśmy wspólny język. Gdy zaczęłam dbać o swoje zdrowie psychiczne i wewnętrzne szczęście, automatycznie poczułam niekłamaną wdzięczność za to, że tu jestem i mam przed sobą żywy potencjał. I nagle, tak po prostu, świat się zmienił. Właściwie to na początku zmieniłam się ja sama, potem zmieniła się moja perspektywa odbioru rzeczywistości, a później zmienił się stosunek dzieci do mnie. Przestałam narzekać i widzieć dookoła tylko nieprzyjemności. Dostrzegłam superlatywy, a minusy zaczęłam stopniowo zmieniać. Trywialnie proste, niby każdy o tym wie, ale zazwyczaj zapominamy, aby stosować ten sposób zamiany uczuć negatywnych pozytywnymi. Przy czym chodzi tu nie o tłamszenie tych negatywnych uczuć, lecz o jednoczesne znajdowanie pozytywnych stron sytuacji, w której się znalazło. Często warto wypowiedzieć pretensje na głos, aby nie dławić ich w sobie i nie zaśmiecać swojej psychiki. A najczęściej po prostu odpuścić i inwestować energię w zmianę, bo tylko to przyniesie nam szczęśliwe rozwiązanie. Jak mówi Łazariew, sytuacja jest zawsze mądrzejsza od nas. Należy ją zaakceptować w sobie w środku, że jest, ale jednocześnie nie przestawać pracować nad zmianą tego, co nam nie odpowiada. Akceptuj, odpuszczaj i zmieniaj. Myśl dialektycznie. Te dewizy sprawiły, że stałam się zdrowszym człowiekiem i automatycznie uzdrowiły się moje lekcje i relacje. W tym kontekście Łazariew przywołuje podejście do życia Chrystusa. Z jednej strony Jezus mówił: „Przebaczajcie 77 razy”, czyli stale i bez końca. Z drugiej zaś tłumaczył: „Nie rzucajcie pereł przed świnie” – nie oddawajcie tego, co macie najcenniejszego, temu, kto nie jest tego wart. Ponadto, gdy w świątyni wypełnionej handlowcami Jezusa dopadł wysoki stan irytacji, nie tłumiąc swoich uczuć sowicie wychłostał on sprzedających. Przebaczał, ale też walczył o swoje wartości, walczył z konsumpcjonizmem i dewastacją miejsc świętych, czego wyraźnie nie tolerował. Obierał też różne metody rozwiązania konfliktów, w zależności od tego, z kim miał do czynienia: milczenie, słowo lub (w ostateczności) chłostę.

Trochę o karmie

W tym momencie u czytelnika tego tekstu może się zrodzić pytanie, co mają wspólnego moje doświadczenie w nauczaniu, wiedza biblijna i losy Chrystusa z relacją rodzic – dziecko i ich zdrowiem.

Jak pisze Łazariew, dzieci i rodzice „(…) idą przez życie jak alpiniści na jednej linie. Są jednością i zależą od siebie nawzajem”1. Rosyjski myśliciel, który w mojej ocenie dorównuje skalą wykonanej pracy wielu filozofom i psychologom razem wziętym, nawiązuje w swych poszukiwaniach do koncepcji „karmy osobistej” i „karmy rodzinnej”, która w wiarach dobrze nam znanych – katolickiej i prawosławnej – jest ostro negowana. Co, oczywiście, nie pomaga w zrozumieniu tego, że rodzice są odpowiedzialni za los dzieci i ich zdrowie. Dlaczego negowana jest karma osobista i rodzinna? Łazariew twierdzi, że chodzi o to, iż istnienie karmy przeczy idei wybawienia nas od wszystkich grzechów przez Jezusa, którą proklamują kościół katolicki i prawosławny. Przecież nie da się wybawić człowieka od grzechów, jeśli zawinili jego rodzice lub on sam w poprzednim wcieleniu. Jednak ów punkt widzenia nie wywodzi się z ewangelii, lecz ukształtował go jeden z soborów powszechnych, który przez wielu jest uważany za bezsporny.

Kiedy dbamy najpierw o psyche swoją, a potem swojego dziecka, czyli o zdrowie duszy de facto, wtedy szczęśliwsze staje się nie tylko nasze dziecko, lecz także my sami

Jak się okazuje, temat karmy i reinkarnacji wcale nie był obcy kanonowi nauk chrześcijańskich i nie jest zarezerwowany dla hinduizmu czy starożytnych nauk Platona i Pitagorasa, a także innych heretyków według katolicyzmu czy prawosławia. Jeden z ojców kościoła, żyjący na przełomie II i III w. Orygenes, opierając się na księgach Starego i Nowego Testamentu, krzewił wiedzę o karmie rodzinnej i osobistej oraz o wędrówce dusz. Jego nauki zostały poddane potępieniu na soborze zwołanym przez cesarza Bizancjum – Justyniana w 553 r. Należy podkreślić, że odbył się on bez zgody ówczesnego papieża, gorąco mu się sprzeciwiającego. Cesarz w tym wypadku kierował się politycznymi pobudkami, chcąc pójść na ugodę z buntującymi się monofizytami w celu ujednolicenia religii w całym cesarstwie. Postanowienia tego soboru spotkały się ze sprzeciwem papieża, a także wzbudziły fale oburzenia wśród duchownych. Zatem był to sobór polityczny, a nie duchowy.

Zgodnie z wizją Łazariewa, aby na świat przyszło zdrowe dziecko i zostało obdarowane energią miłości, potrzeba w pewnym sensie upokorzenia ciała i jego instynktów, ducha i swoich racji oraz poczucia sprawiedliwości, a także duszy wraz z poczuciem bezpieczeństwa
i wyższymi uczuciami.

Wróćmy jednak do problemu karmy. W hinduistycznej interpretacji przyczyny chorób i nieszczęść związane są z karmą osobistą człowieka, czyli „grzechami” jego poprzednich wcieleń. Również w judaizmie uważa się, że w pewnej mierze nasze problemy są zakorzenione w poprzednich wcieleniach. Łazariew w swojej ostatniej książce zwraca uwagę na to, że w hinduistycznej tradycji karma rodzinna nie jest uznawana. Do dziś w Indii zdarzają się przypadki podpalenia synowej przez teściową w celu polepszenia losu syna – po to, by mógł on wziąć ślub z inną kobietą, jednocześnie „nie brudząc” swojej karmy. Przy czym w judaizmie karma rodzinna to dość klarowne zjawisko. W Starym Testamencie mówi się kilkakrotnie, że za grzechy człowieka karani są jego potomkowie do trzeciego lub czwartego pokolenia, a potomkowie nierządnicy nawet do dziesiąte...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Naturoterapia w praktyce" w roku + wydania specjalne
  • Nielimitowany dostęp do całego archiwum czasopisma
  • Dodatkowe artykuły i filmy
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy