Dołącz do czytelników
Brak wyników

Medycyna wschodu

19 grudnia 2017

NR 1 (Czerwiec 2017)

Odżywianie wolne

Odżywiasz się zdrowo (a przynajmniej tak Ci się wydaje), unikasz tłuszczu, cukru i glutenu, regularnie uprawiasz sport, a mimo to nie jesteś w stanie osiągnąć upragnionej sylwetki? A może odwrotnie – jesz dużo, często, kalorycznie i regularnie, a mimo to nie jesteś w stanie przytyć?
Chyba więc nadszedł już czas, by coś zmienić w swoim życiu…
 

Masz wrażenie, że im bardziej kontrolujesz zawartość swojego talerza, tym bardziej waga wymyka Ci się spod kontroli? A może należysz do tej drugiej grupy i od lat zmagasz się, właściwie „walczysz” z niedowagą? Czujesz się zdemotywowana i zniechęcona, próbowałaś już praktycznie wszystkiego, a wciąż nie możesz uzyskać zadowalającego Cię efektu? Stoisz pod ścianą i nie wiesz, co dalej? Czas więc spróbować zupełnie nowego podejścia. Czas znaleźć przestrzeń dla siebie.

Tak naprawdę chodzi o to, aby na moment przystanąć. Zrelaksować się i odetchnąć. Na kilka chwil odsunąć od siebie wszystko to, co przeczytałaś i czego dowiedziałaś się na temat optymalnej diety z telewizji, radia, książek, Internetu lub od znajomych. Przekierować uwagę na siebie, na swoje potrzeby, smaki, na bycie dla siebie dobrym. Trochę poobserwować, zdystansować się, skonfrontować całą posiadaną wiedzę z tą najważniejszą osobą w życiu… ze sobą.

Nic nie musisz!

„Z czego muszę zrezygnować, aby schudnąć?” lub „Co muszę wyeliminować z diety, aby zdrowo żyć?” – te pytania z Maćkiem, moim mężem, słyszymy dość często na warsztatach i pokazach, które prowadzimy. „Muszę”, „zrezygnować”, „wyrzec się”, „wyeliminować”, „kontrolować”, a nawet „walczyć” (ze swoimi kilogramami, ze… sobą) – na sam dźwięk tych słów przeszywają mnie zimne, nieprzyjemne dreszcze. Zaczynam odczuwać niepokój. Ten dobrze znany. Ten, który przez wiele lat mojego 35-letniego życia kazał mi „kontrolować”, „musieć”, „wyrzekać się” i „eliminować”. Ten, który nie pozwalał mi cieszyć się smakiem, czerpać przyjemności z życia, z jedzenia. Ten, przez który okresowo „wpadałam” w kolejne modne diety, restrykcyjne metody oczyszczania, odmawiania sobie. W końcu ten, przez który w 10 lat przytyłam ponad 25 kilogramów!

To właśnie ta obawa, niepokój i lęk, wynikające z tego, że jestem niewystarczająco chuda, atrakcyjna, dobra, przez te wszystkie lata sabotowały moje wybory żywieniowe. Nie pozwalały mi zaakceptować, a tym samym polubić siebie. Być dla siebie dobrą. Wsłuchać się w głos intuicji… również tej kulinarnej. Kierować się w odżywianiu nie tylko tym wszystkim, co usłyszałam i przeczytałam. Zdystansować się do opinii innych. Odżywiać się w sposób, który makrobiotyka nazywa wolnym. Słuchać siebie. Wybierać z gamy zdrowych produktów to, co rzeczywiście mi służy i czego do zachowania zdrowia potrzebują moje ciało, dusza oraz umysł. Od czasu do czasu zjeść coś mniej zdrowego. Pójść na pizzę lub migdałowego croissanta z dużym, sojowym latte, ale potem nie wyrzucać sobie tej chwili przyjemności. Nie ulegać poczuciu winy, bo – podobnie jak część nieprzyjemnych emocji – może to zaburzyć moje trawienie (i wchłanianie składników odżywczych). Jak bowiem pisze Robert Svodoba (który jako jeden z pierwszych ludzi Zachodu uzyskał tytuł lekarza medycyny ajurwedyjskiej) w „Prakriti, odkryj swoją pierwotną naturę”: (…) Dla twojej wagi groźne może okazać się również oparcie się pokusie. Każda osoba na diecie, która ma ogromną ochotę na obfity deser, wysyła do mózgu wiadomość, że zaraz zje coś smacznego. Wówczas do ust napływa ślina i zaczynają wydzielać się soki trawienne, a insulina znajdująca się w organizmie otrzymuje sygnał, aby z ogólnego obiegu usunąć trochę cukru i zrobić miejsce dla nowej jego porcji, która wkrótce pojawi się we krwi. Ten usunięty cukier ciało magazynuje w postaci tłuszczu. Obniżenie poziomu cukru zwiększa apetyt. Zawsze, kiedy masz ochotę na kuszący deser, ale powstrzymujesz się przed zjedzeniem go, prowadzi to do odłożenia się odrobiny tłuszczu! (…).

Obserwuj siebie

Nie odmawiać więc sobie. Przy komponowaniu menu kierować się nie tylko zdrowiem, ale również smakiem. To on jest prezentem, który dała mi natura, aby w tej najbardziej pierwotnej i czystej wersji podpowiadał, co jest dla mnie dobre. Przede wszystkim dążyć w życiu (nie tylko odżywianiu) do równowagi. Bo jak w piękny sposób wyjaśnia m.in. ajurweda, to od niej zależy nasze zdrowie i szczęście. Odnaleźć swój własny „środek ciężkości”. Korzystać zarówno ze współczesnej dietetyki, jak i z całej wspaniałej wiedzy, którą oferuje medycyna Wschodu (m.in. wspomniana ajurweda). Łączyć, a nie dzielić. Nie szufladkować się. Rozwijać się. Zmieniać się. Ewoluować. Obserwować siebie, swoje reakcje. Zobaczyć, jak zmienia się moje zapotrzebowanie energetyczne w różnych porach roku. Jak mój organizm reaguje na wychładzającą surowiznę czy śluzotwórczy nabiał zimą, a jak wiosną lub w trakcie gorącego lata? Jak zachowuje się moje ciało (i umysł), gdy wypijam zielonego szejka ze spiruliną w grudniu, a jak, gdy po ten sam napój sięgam na początku upalnego, sierpniowego dnia? Odpowiedzieć sobie na pytania: Czy jem wtedy, kiedy rzeczywiście jestem głodna? Czy nie zaspokajam jedzeniem potrzeb emocjonalnych – nie kompensuję sobie np. braku miłości czy bezpieczeństwa? Zastanowić się, czy mój apetyt nie wzrasta, gdy zaczynam odczuwać lęk lub stres albo gdy wieczorem, po pracy, wracam do domu? A może zupełnie odwrotnie – pod wpływem tych trudnych, mało przyjemnych emocji całkowicie odechciewa mi się jeść? Odnotowywać też, na jakie smaki mam ochotę, gdy czuję smutek lub złość, a na jakie, gdy wypełnia mnie spokój i szczęście. Ze wszystkich tych obserwacji wyciągać wnioski, a na ich podstawie odpowiednio modyfikować moje przyzwyczajenia, nawyki i jadłospis.

Remanent w spiżarni

W końcu nauczyć się zastępować pewne produkty, a nie eliminować całe połączenia smakowe. Gdy pojawi się ochota na deser, nie powstrzymywać się. Nie rezygnować z przyjemności, bo to ona m.in. warunkuje nasze poczucie bezpieczeństwa. Dostarczać jej sobie jednak w odpowiedni, zrównoważony i świadomy sposób. Przyjrzeć się swojej spiżarni. Zrobić w niej gruntowny remanent. Odstawić na „zasłużoną emeryturę” wszystko, co odessane i rafinowane, czyli pozbawione wartości odżywczych. W miejsce białej, rafinowanej pszennej mąki wstawić mąkę gryczaną, żytnią, ryżową, z ciecierzycy lub orkiszową (z niemodyfikowanego genetycznie orkiszu). Biały cukier zastąpić pełnowartościowymi całościami pokarmowymi, n...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Naturoterapia w praktyce" w roku + wydania specjalne
  • Nielimitowany dostęp do całego archiwum czasopisma
  • Dodatkowe artykuły i filmy
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy